Bieszczady

Bieszczady

W Bieszczadach jest wszystko, co kocham.

Po raz pierwszy pojechałam w Bieszczady z moją przyjaciółką, Gosią, jeszcze na studiach. Czyli już kilkanaście lat wstecz... ha ha...straszne. Straszne jest tempo upływającego czasu.

To była wyjątkowa wyprawa. Szalona, z minimalną ilością pieniędzy (wiadomo, studenci cierpią na chroniczny brak gotówki), jazdą na stopa, spaniem pod noszonym na własnych plecach namiotem, a kiedy ten przemókł, w stodole gminnej, ha ha, z nietoperzami. Kąpielami w rzece. Ludźmi, którzy nieproszeni przez nas, sami do nas podchodzili i częstowali owocami z własnych sadów, zapraszali na kolacje, śniadania i kąpiel w cywilizowanych warunkach. Zarówno starsi jak i młodsi. Wspaniali ludzie. Otwarci, nie bojący się drugiego, życzliwi, gościnni.

Tamta wyprawa była kluczowa. Bieszczady stały się moim miejscem na Ziemi. Z ich historią, przyrodą, krajobrazami, z ich mieszkańcami.

Od tamtej pory jestem w Bieszczadach co roku, z wyjątkiem lat kiedy nie mogłam tam być z przyczyn osobistych, czyli dwa lata z rzędu. Ale w kolejnych latach udało mi sie tam być dwa razy w roku, także jesienią, kiedy Bieszczady kuszą całą gamą kolorów. Rok bez pobytu w Bieszczadach to rok stracony ;)

Od kilku lat jeżdżę w Bieszczady już z moją rodziną. Udało mi się zarazić bieszczadzką pasją zarówno mojego męża jak i córkę. Dzisiejsze Bieszczady są już trochę inne niż te, w które przyjechałam po raz pierwszy. Ale jak dotąd nie straciły nic z tego, co najważniejsze. Ich siłą jest właśnie to: historia, przyroda, krajobrazy i mieszkańcy.

Mam nadzieję, że to się nie zmieni.